czwartek, 9 kwietnia 2015

KRETA - CHANIA

Hej

Wielkanoc na Krecie niestety mamy już za sobą. Pora na podsumowanie wyjazdu, relacje z odwiedzonych miejsc, parę uwag odnośnie atrakcji oraz oczywiście zdjęcia z tej niesamowitej greckiej wyspy. Kreta jak donoszą statystycy jest najludniejszą oraz zdecydowanie największą spośród 2500 wysp Hellady. Nie zmienia to faktu, iż w rzeczywistości ma ona oblicze wsi raczej niż miasta. Czy to źle? Skądże znowu! Czar Krety tkwi właśnie w tych czasem odludnych, czasem zapomnianych malutkich osadach, w których jakby nigdy nic życie toczy się swoim rytmem. Oczywiście osiołka spotkamy już na prawdę rzadko, a prawie każda rodzina prowadzi hotel, sklep czy też restauracje nastawioną pod turystów jednak udało się Grekom zachować w tym wszystkim swój urokliwy charakter spokoju oraz gościnności. Górskie i nadmorskie osady to jedno jednak Kreta, podobnie jak i cała Grecja, to również niesamowity kawał historii, która z kolei stanowi główną atrakcję nielicznych większych miast wyspy. Z tego też powodu pierwsze wpisy będą dotyczyły 4 miast Krety, które udało nam się odwiedzić oraz pozwiedzać, następnie będzie troszkę o prowincji oraz krajobrazach. Popiszemy o kuchni, o zwyczajach oraz o wszystkim tym co zostało nam w głowach po tym magicznym tygodniu, a uwierzcie sami przed wyjazdem nikt się nie spodziewał takiego bogactwa i mocy wrażeń.

Chania




Chania jest drugim co do wielkości miastem Krety, które do roku 1971 pełniło funkcję centrum administracyjnego całej wyspy, przeniesionego później do Heraklionu. Korzenie tego miejsca sięgają aż do IV tysiąclecia przed naszą erą kiedy to w miejscu tym została założona minojska osada Kydonia, zdecydowanie później przyszedł czas panowania rzymskiego, później weneckiego, tureckiego, a w roku 1913 Chania, podobnie jak cała Kreta, zostaje przyłączona do państwa Greckiego.

Obce rządy zostawiły w mieście jego główną atrakcję - fantastycznie odrestaurowane stare miasto, które jest połączeniem stylu weneckiego oraz tureckiego, a także bardzo dobrze zachowane fortyfikacje wzniesione również przez Wenecjan tym razem w celu obrony przed Turcją. Pierwsza część zdania podpowiada iż nie spełniły one swojego zadania. Zwiedzanie miasta zaczęliśmy jak zdecydowana większość turystów od weneckiego portu, otoczonego serią kolorowych kamienic, w 100% zajętych przez restauracje z ogródkami wychodzącymi nad wodę. Mieści się tutaj również:

* Muzeum morskie, w którym możecie dowiedzieć się o wodnej odsłonie nieustannych walk Kreteńczyków z kolejnymi najeźdźcami i okupantami lub popodziwiać na prawdę imponujące makiety statków z czasów starożytnych jak i okresu II wojny światowej. Ponad to jedna z sal muzeum została poświęcona muszlom oraz innym skarbom dna morskiego, inna z kolei pozwala przenieść się na mostek kapitański łodzi podwodnej. Dodatkowo emitowany jest film ukazujący kolejne etapy II wojny światowej z punktu widzenia wyspy - seans jest na prawdę pouczający i mocno poszerza wiedzę na temat losów zarówno Krety jak i Grecji w latach 1939-45. 
Bilet: 3,00 EUR
Czy warto? Naszym zdaniem tak, każdy znajdzie coś dla siebie, dodatkowo obiekt nie jest duży jak na muzeum przez co zwiedzanie zajmuje maksymalnie godzinę czasu.
Sala poświęcona muszlom w muzeum morskim. Chania - port wenecki.
* Meczet janczarów, powstał w XVII wieku. do dnia dzisiejszego nie zachował się jego minaret. Budynek ten znajduje się na większości pocztówek z Chanii, jednak nie można zwiedzać jego wnętrza. Niestety młodzi mieszkańcy wyspy niezbyt dbają o jedną z wizytówek własnego miasta, co uwidacznia się w licznych sprejowych bohomazach na ścianach meczetu.
Meczet janczarów. Chania - port wenecki.
* Arsenały weneckie z XV wieku to hale, w których dawni rzemieślnicy budowali statki. Do dnia dzisiejszego w Chanii zachowało się 9 z 23 tego typu obiektów. W większości z nich znajdują się warsztaty rękodzielnicze, restauracje, a w największej z nich - Wielkim Arsenale - od czasu do czasu odbywają się wystawy. Wstęp wolny. 
Jeden z arsenałów. Chania - port wenecki.
Idąc wzdłuż wody co rusz możemy natknąć się na restauratora zachwalającego swój lokal, lub na grupkę turystów mówiących po polsku - nic w tym dziwnego to tutaj zaczyna i kończy swój urlop większość naszych rodaków. Po dojściu do największego z zachowanych budynków po arsenałach - zwanego Wielkim Arsenałem, warto udać się wgłąb miasta, w kierunku Kościoła św. Mikołaja (wstęp wolny), obiektu wyjątkowego na skalę światową. W początkowej fazie budowla pełniła rolę kościoła dominikańskiego, po zdobyciu miasta przez Turków, została ona przekształcona na meczet - wybudowano minaret. Po odbiciu Chanii i ponownym przemianowaniu - tym razem na kościół prawosławny - wybudowano dzwonnicę. Co niesamowite, postanowiono pozostawić wcześniejszą wieżę minaretu, przez co obecnie jest to być może jedyny kościół posiadający zarówno dzwonnicę jak i minaret - prawdziwy architektoniczny ekumenizm.
Kościół św. Mikołaja. Chania - stare miasto.
Spod kościoła udaliśmy się w kierunku ulicy Venizelou, która niejako zamyka obszar starego miasta od południa, gdzie znajduje się ponad stuletnia hala targowa. Przypomina ona nieco obiekt o tym samym przeznaczeniu, który widzieliśmy w Budapeszcie, jednak jej węgierski odpowiednik wydał się nam bardziej naturalny. Hala targowa Chanii jest niewątpliwie warta odwiedzenia, jednak nie znaleźliśmy w niej produktów niespotykanych w późniejszych etapach wycieczki, w miasteczkach, wioskach czy też zwykłych sklepach spożywczych. Odnieśliśmy wrażenie, iż większość sprzedawców czeka tylko i wyłącznie na turystów, ponieważ nigdzie nie dostrzegliśmy Greka robiącego zakupy. 
Hala targowa. Chania - stare miasto.
Po opuszczeniu hali targowej warto skierować się w kierunku wschodnim, a następnie skręcić w prawo w ulicę Pireos. Pozwoli to nam odbyć spacer wzdłuż osuszonej dawnej fosy miejskiej oraz wspominanych już murów, baszt i umocnień weneckich. Fosa służy dzisiaj jako miejsce przechadzek z psem dla mieszkańców miasta, widzieliśmy na jej dnie boisko do gry w piłkę oraz parking samochodowy. Idąc deptakiem zatoczymy koło wokół starego miasta i znajdziemy się ponownie w okolicach muzeum morskiego. Poza opisanymi atrakcjami w Chanii można zwiedzić również muzeum archeologiczne, liczne kościoły, wykopaliska minojskie, synagogę i wiele innych obiektów. W szczególności jednak miejsca kultu nie zawsze są otwarte dla zwiedzających - powód jest bardzo prosty, większość z nich nadal pełni swoją rolę. 
Fosa oraz mury miejskie. Chania - stare miasto.

Dla nas największą atrakcją Chanii, były spacery po starych uliczkach, przyglądanie się życiu Greków, których może nie spotkaliśmy w hali targowej, jednak widzieliśmy w niekończących się knajpach, kawiarniach i restauracjach. Ludzie podobnie jak we Włoszech spotykają się na dworze, dyskutują popijając Frappe, grają w karty, szachy lub po prostu obserwują turystów. Są tu i starzy i młodzi, a ich obecność nadaje Chanii charakter autentyczności i tworzy swoistego ducha miasta. Starożytna minojska osada przeszła w swoim życiu wiele, znosiła licznych okupantów, jednak każdy z nich pozostawił w mieście pewną cząstkę swojej kultury. Ta spuścizna procentuje w dniu dzisiejszym, ściągając tłumy turystów spragnionych właśnie powiewu starości z wąskich uliczek oraz straganów. Turystów zarówno nastawionych na zwiedzanie Krety pod kątem historycznych jak i tych, którzy przylatują tu po prostu wypocząć, naładować baterie od greckiego słońca i zjeść prawdziwą fetę oraz oliwki. Chania gwarantuje to wszystko, a nawet więcej z racji na moc atrakcji w niedalekiej odległości od miasta - o tym jednak kiedy indziej. My w Chanii, podobnie jak większość, rozpoczęliśmy i po tygodniu skończyliśmy przygodę na Krecie. Szczerze powiedziawszy spośród największych kreteńskich osad przypadła nam do gustu zdecydowanie najbardziej, delikatnie wyprzedzając Rethymnon, troszkę mocniej Agios Nikolaos oraz bijąc na głowę Heraklion, miasta o których napiszemy w następnej kolejności.

Do usłyszenia!





2 komentarze:

  1. Ale ślicznie! Kreta - kolejny punkt na mojej liście "do zwiedzenia" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecamy, kierunek chyba trochę niedoceniany, a kryjący w sobie ogrom tajemnic i ciekawych miejsc. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni.

    OdpowiedzUsuń