Hej,
piątek, 28 października 2016
czwartek, 13 października 2016
Motorem po Sajgonie!
Hej,
najwyższy czas poświęcić kilka słów samemu miastu Ho Chi Minh City, znanego szerzej europejskiej publiczności jako Sajgon właśnie. Wizyta w tym azjatyckim kociołku była dla nas pożegnaniem z Wietnamem, ostatnim kontaktem z szaloną i wiecznie gdzieś pędzącą masą ludzką. Postanowiliśmy więc ostatnie dni w Wietnamie celebrować w porządnym, tradycyjnym i ludowym stylu. Na skuterach.
środa, 28 września 2016
Sajgon!
Hej,
po sielankowym Hoi An przejechaliśmy do mniej urokliwego, jednak bardziej wietnamskiego Da Nang aby tam wsiąść na pokład samolotu, który to z kolei zabrał nas do Sajgonu. Słynnego, niepowtarzalnego i przysłowiowego wręcz miasta, które to w naszej wspólnej świadomości funkcjonuje jako synonim harmidru, tłoku i ogólnego chaosu. Nim jednak przetestowaliśmy mity i legendy na własnej skórze, odwiedziliśmy Tunele Cu Chi, dawne serce rebelianckiego oporu w nierównej walce z amerykańskim najeźdźcą i jeżeli jeszcze sami się nie zorientowaliście to tak, było propagandowo.
sobota, 17 września 2016
Czas na zmiany / Hoi An.
Hej,
od ostatniego kontaktu z naszej strony minęło na prawdę sporo czasu, zmusza to do przemyśleń (głównie nas), dlaczego? Co jest powodem, że po raz kolejny zaprzestaliśmy pisania o Azji, o wspomnieniach? Hm? W sumie to nie wiedzieliśmy, dopóki nie otrzymaliśmy (uwaga korpo mowa) feedbacku, od jednego z naszych utajonych fanów, wiernego towarzysza wojaży dużych i małych niejakiego Dżej Dżeja (chłop lubi anonimowość). Otóż usłyszeliśmy, że musimy zacząć w końcu pisać od siebie! Olać informacje które każdy sobie znajdzie na Wikipedii, bo co za różnica czy opis Ha Long Bay przedstawi Wam bloger czy program Discovery? Relacja powinna być subiektywna i spersonalizowana. Powiedzmy więcej, powinna być autorska. Po głębszym zastanowieniu, uznaliśmy że to przecież tak oczywista prawda, iż trzeba być ślepym aby tego nie zauważyć wcześniej. Ochota na pisanie wróciła od razu, a zatem jesteśmy. Popiszemy znowu, od siebie, a może gdzieś na dole zrobimy dział dla "żądnych wiedzy" z odpowiednimi odsyłaczami. Zatem podsumowując:
* Możliwe że zmieni się lekko treść kolejnych notek, oby to wyszło na plus
* Zdjęcia pozostają bez zmian, w sensie będą nadal
* Na Instagramie zaczną pojawiać się zdjęcia z dawnych lat, możecie wierzyć lub nie ale odnalezienie dawno niewidzianych folderów na komputerze potrafi człowieka zaskoczyć
* Jedziemy na Sri Lankę - w lutym, a zatem ciągłość pisania zapewniona.
* Możliwe że zmieni się lekko treść kolejnych notek, oby to wyszło na plus
* Zdjęcia pozostają bez zmian, w sensie będą nadal
* Na Instagramie zaczną pojawiać się zdjęcia z dawnych lat, możecie wierzyć lub nie ale odnalezienie dawno niewidzianych folderów na komputerze potrafi człowieka zaskoczyć
* Jedziemy na Sri Lankę - w lutym, a zatem ciągłość pisania zapewniona.
niedziela, 10 lipca 2016
Kazik Kwiatkowski i Hoi An - część I
Witajcie,
podróżując po krajach Azji nie problem natrafić na ślady działalności słynnych Brytyjczyków czy też Francuzów, którzy przybywali do współczesnego Wietnamu czy też niedalekiej Birmy i Indii w charakterze kolonizatorów. My jednak odwiedzając kolejne zakątki naszego globu, z satysfakcją stwierdzamy iż mimo że nasz naród kolonizatorem nie był, to słynnych Polaków zapamiętanych przez lokalną ludność nie brakuje. Było tak w Peru w przypadku inżyniera Malinowskiego, było tak w Indiach przy okazji ojca Żelazka, zdarzyło się również i w Wietnamie. Tym razem w roli bohatera wystąpił Kazimierz Kwiatkowski, o którym w ojczyźnie (jak zwykle zresztą) mało kto słyszał.
niedziela, 3 lipca 2016
Ha Long Bay - Smocza Zatoka
Hej
Polacy odpadli z Euro, sam turniej zbliża się ku końcowi więc znowu jest czas na pisanie. Bynajmniej nie próżnowaliśmy w tak zwanym "międzyczasie" i poczyniliśmy pierwsze przymiarki do kolejnego wyjazdu. Zanim jednak na dobre wskoczymy w temat następnej podróży wypadałoby dokończyć historię poprzedniej, w której to zatrzymaliśmy się na północy Wietnamu u wybrzeży Smoczej Zatoki - Ha Long Bay. Wsiadamy na statek i płyniemy!
czwartek, 2 czerwca 2016
Bia Hoi w Hanoi, czyli witamy w Wietnamie!
Witajcie!
weekendy majowe mamy już za sobą, czas staraliśmy się spędzić jak zwykle aktywnie, o czym pewnie również napiszemy bo i lokalnych atrakcji poznaliśmy sporo. Na razie jednak wracamy ponownie do naszej azjatyckiej podróży, gdzie o ile nas pamięć nie myli, pożegnaliśmy się z sielankowym Laosem. Na pokładzie Laotanian Airlines z Vang Wieng wylecieliśmy na spotkanie rasowego tygrysa azjatyckiego, niezłomnego, dumnego i w pełni komunistycznego Wietnamu. Wylądowaliśmy w Hanoi.
poniedziałek, 16 maja 2016
Laos od kuchni
Hej,
powoli żegnamy się z sielankowym Laosem, bez wątpienia wspomnimy o nim jeszcze pisząc kolejne notki. Zgodnie z obietnicą na koniec napiszemy co nieco o laotańskiej kuchni, a także o cenach i walucie.

poniedziałek, 9 maja 2016
Luang Prabang - dwie twarze Laosu.
Hej,
w poprzednim wpisie przedstawiliśmy największy skarb laotańskiego państwa - niepowtarzalny spokój i niekończące się piękno przyrody. Jednak zdecydowana większość Azjatów odwiedza ten kraj z powodów zupełnie odmiennych, aniżeli zachodni turyści. Laos, a w szczególności miejscowość Luang Prabang, stanowią jeden z najjaśniejszych punktów na religijnej mapie buddyzmu. Zapraszamy do zapoznania się z krótką relacją z Królewskiego Miasta Delikatnego Obrazu Buddy!
niedziela, 1 maja 2016
Posłuchajmy jak rośnie ryż - Laos
Witajcie,
dzisiaj wykonamy delikatny skok w chronologii naszej opowieści, a mianowicie ze stolicy Tajlandii, przeskoczymy bezpośrednio na jej północno-wschodnią granicę - do Laosu, kraju miliona słoni pod białym parasolem, oazy spokoju, ciszy i sielanki.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Czas najwyższy na Bangkok.
Cześć Wszystkim,
do napisania notki zabieraliśmy się dziesiątki razy, za każdym razem nie mogąc jej dokończyć. Zawsze było z nią coś nie tak, nie miała swoistego klimatu, a słowa jakoś nie chciały same przychodzić do głowy. Mogłoby się wydawać, iż po odwiedzeniu Tajlandii, Laosu, Kambodży oraz Wietnamu taka sytuacja po prostu nie może się zdarzyć. A jednak może. Nie chodzi tu o brak opowieści, przeżyć czy niezapomnianych wrażeń, problem nie leżał również w tym iż miejsca przez nas odwiedzone były nieciekawe. Po kilku kolejnych seriach przemyśleń tematu od prawej do lewej i na odwrót, doszliśmy do wniosku, iż chcieliśmy podejść do tematu Azji Południowo-Wschodniej w sposób identyczny jak do naszej wyprawy po Indiach, co u samej podstawy jest bezsensowne. Po pierwsze nasz ostatni wyjazd był raczej turystycznym sprintem po czterech państwach, po drugie był to wyjazd zorganizowany (tramping) i nie było w nim miejsca na odstępstwa od planu, a po trzecie (co łączy się z punktem pierwszym) jeżeli planuje się przejechać kilka tysięcy kilometrów w 25 dni, to nie ma fizycznych możliwości na wgryzienie się w tkankę danego miejsca, jak to miało miejsce w Waranasi chociażby. Wnioski te prowadzą do prostej konkluzji. O Azji Południowo-Wschodniej należy napisać inaczej, w sposób bardziej informacyjny, opisowy z mniejszą dawką filozoficznej analizy społeczeństwa / kultury aby nie wyciągnąć pochopnych wniosków. Do Bangkoku polecieć może każdy, wystarczy podskoczyć na Okęcie, a stamtąd już gdzie dusza zapragnie. Laos? Kambodża? Birma? Nic bardziej prostego. Postaramy się przekazać swoje wrażenia, niekoniecznie w porządku chronologicznym, bo mimo iż państwa te leżą tak blisko siebie, to jedno do drugiego jest prawie wcale niepodobne. Miłej lektury!
Subskrybuj:
Posty (Atom)