sobota, 27 czerwca 2015

W DRODZE PRZEZ INDIE CZ. II

Hej

ruszamy w dalszą podróż po Indiach, dzisiaj zgodnie z obietnicą, przyjrzymy się istnemu fenomenowi państwa przypraw - kolei. Jest to najpopularniejsza forma transportu masowego w kraju, swoją siecią połączeń sięga do najdalszych zakątków i prowincji oraz jest istnym wybawieniem dla turysty pragnącego pokonać olbrzymie dystanse za niewielkie pieniądze. Pociągi żyją swoim własnym życiem i zapewniają mnóstwo niezapomnianych wrażeń, można by o nich napisać osobną książkę - serio - my postaramy się tylko przybliżyć ogólny obraz fenomenu zwanego indyjską koleją.




Historię próby wykolegowania nas z jazdy pociągiem opisaliśmy już w pierwszym poście dotyczącym Indii. Wtedy jednak podróżowaliśmy ekspresem, na którego większość pasażerów miała wykupione bilety. Kursował on na najgorętszej turystycznej linii Indii, czyli między stolicą New Delhi, a Agrą z jej słynnym Czerwonym Fortem oraz Tadż Mahal. Pozostałą część przejazdów realizowaliśmy w ramach połączeń lokalnych - nazwijmy je standardowymi. W takim przypadku, pociąg dzieli się na 3 klasy, my podróżowaliśmy w klasie II najczęściej w wagonach sypialnych. W klasie III nie ma numerowanych miejsc. Zacznijmy jednak od tego, iż bilety na dany pociąg należy wykupić z olbrzymim wyprzedzeniem - często kilkumiesięcznym. Dlatego też istnieje możliwość wpisania się na listę rezerwową dla danego pociągu z możliwością przejazdu, kiedy ktoś zwolni miejsce. Skutkuje to tym, iż pierwszą rzeczą, którą robi Indus po przyjściu na peron jest sprawdzenie listy pasażerów, a zatem upewnienie się że nasza rodzina wciąż ma miejsce w danym pociągu. Kolejnym etapem jest ponowne sprawdzenie listy, tym razem wywieszonej na wagonie składu wjeżdżającego na peron. Dopiero po tych wszystkich czynnościach możemy wsiadać do środka i ruszać na poszukiwania swoich kilku centymetrów kwadratowych. Jednak zanim przejdziemy do wnętrza, słów kilka o samych stacjach. Jest to miejsce niezwykłe, wiecznie pełne ludzi. W nocy w poczekalni i na samych peronach śpią setki osób, lub dziesiątki w mniejszych miejscowościach. Ludzie czekają na pociągi, czekają na wolne miejsce, lub po prostu nocują tam lokalni bezdomni, gdyż zawsze jest cieplej w tłumie. Przechodząc na nocny pociąg trzeba bardzo uważać, aby przypadkiem nie nadepnąć jakiegoś dziecka leżącego ot tak na podłodze. Perony jak świat długi i szeroki tętnią życiem, tak samo w Indiach mnóstwo tu sklepików, bazarów czy też handlowców noszących olbrzymie kosze z jedzeniem lub piciem. Często możemy spotkać sprzedawce targającego olbrzymi dzban z herbatą (okrzyk: caj caj caj! będzie się nam śnił po nocach) lub gar wypełniony ciepłym puri. Skoro już o jedzeniu mowa to niestety z kronikarskiego obowiązku należy również wspomnieć o dziwnej tendencji Indusów. Otóż toalety w pociągach wyglądają mniej więcej tak jak te nasze w starych składach PKP, innymi słowy skłaniają do przemyśleń, że chyba jednak wytrzymam te kolejne 4 godziny jazdy bez WC. Mieszkańcy Indii, wbrew powszechnemu zdaniu, strasznie dbają o czystość, jednak tylko w odniesieniu do własnego ciała i ubioru. W tej kategorii śmiało mogą konkurować z Europejczykami i pewnie większość narodów by z nimi przegrała. Indusi są zadbani i nie chcą ryzykować pobrudzenia nieczystościami w rozpędzonym pociągu w wilgotnej toalecie. Dlatego też jeżeli kogoś przyciśnie potrzeba, do kibelka leci na stacji. Efekt? Pociąg podjeżdża na peron wypełniony ludźmi i nagle jakby wszystkie wagony zaczynały się załatwiać. Sam widok to pół biedy, gorzej jest kiedy skład odjedzie dalej, a Ty człowieku stoisz jeszcze przez godzinę w otoczeniu, nazwijmy to niezbyt sprzyjającej aury. Na szczęście co jakiś czas torami przechodzi pracownik kolei z olbrzymim strażackim wężem i spłukuje co się da.







Wskoczyliśmy do pierwszego lepszego wagonu. Jest to dużo ważniejsze, aniżeli wskoczenie do swojego wagonu. Pociągi stoją średnio po 10 min na stacji, rzadko jest tak aby dany wagon zatrzymał się w miejscu, które wskazywały znaki na peronie, a składy potrafią liczyć po kilkadziesiąt segmentów. Stąd też wejście do pociągu jest o wiele ważniejsze niż odnalezienie swojego miejsca, przepchnąć można się zawsze, tak też czyniliśmy. Jeżeli ktoś narzeka na starsze panie przepychające się w komunikacji miejskiej, niech pojedzie do Indii - przejdzie mu. Induski i Indusi są mistrzami zdobywania przestrzeni, robią to wytrwale, z zapałem, konsekwentnie, z miną idioty który nie wie o co chodzi. Może rzeczywiście nie wiedzą. Raz postanowiliśmy takiej pokaźnej babce się nie dać. Chciała przejść mówiąc "ale ja na następnej stacji wysiadam", na co my "ale my również wysiadamy". Popatrzyła na nas, mrugnęła ze trzy razy, w oczach pustka, po czym "ale ja na następnej stacji wysiadam", na co my "ale my również". Sytuacja powtórzyła się ze 2-3 kolejne razy. Pani chyba zrozumiała, ale nie to że my również wysiadamy, tylko że tak łatwo nie przejdzie w kierunku drzwi. Wzięła zatem swój bagaż, a były nim 3 torby wypakowane do granic możliwości w jednej ręce i walizka w drugiej. Między nią, a jej koleżanką staliśmy my. Przerzuciła zatem wszystkie 3 torby ponad głową Justyny, które złapała jej koleżanka, oczywiście ani na moment nie wypuszczając ich z ręki. Spowodowało to ciekawy układ, z przodu stała koleżanka naszej baby trzymając torby, potem były torby trzymane przez upartą babę, potem była Justyna na której ramieniu spoczywała łapa upartej baby, no i na koniec sama uparta baba we własnej osobie. Koleżanka zaczęła ciągnąć. Wiadomo że filigranowa Europejka musiała skapitulować pod naporem masywnej Induski, która dodatkowo trzymała jeszcze torbę. Pełen sukces! Wysiadły całe 3 sekundy przed nami!





Przepychanie w pociągu Indyjskim to sztuka, jednak jeżeli już znajdziemy swoje miejsce warto obserwować ludzi którzy z nami podróżują. Po wagonach chodzą istni artyści i same oryginały. Masa tu pielgrzymów, podążających do świętych miast Hinduizmu, czasem samotnie, a czasem w grupach. Często wiozą ze sobą instrumenty, przez co nie raz nie dwa kilka godzin jazdy upłynęło nam w akompaniamencie modłów i śpiewów. Spotkacie tu również mężczyzn poprzebieranych za kobiety, błogosławiących swoim dotykiem - napiszemy o nich w innej notce. Spotkacie żebraków, kapłanów, śpiewaków, krisznowców, kupców, kobiety, uparte baby, dzieciaków i starców. W pociągach podróżują całe Indie, tak jak kiedyś czynił to Gandhi. Można pokusić się o stwierdzenie, iż rozbudowana sieć kolejowa jest jednym z nielicznych lecz największych błogosławieństw pozostawionych przez Brytyjczyków. Indusi podróżują masowo, uwielbiają przy tym zagadywać swoich kompanów, jeżdżą w celach turystycznych, religijnych oraz biznesowych. Pociągi mogą przekraczać granice stanowe przez co są najwygodniejszą formą lokomocji i przy okazji bardzo tanią. Pokonanie odcinka liczącego ponad 500 kilometrów kosztuje około 15-17 PLN. Różnie bywa natomiast z punktualnością. Nasz rekord spóźnienia to 5 godzin, najdłuższy przejazd zaś to 16 godzinna podróż z Gaya do Puri (stan Orissa) - warto nadmienić, że był to planowany czas podróży, nie wynikający z opóźnień. Podróż pociągiem jest fantastycznym momentem na porozmawianie z Indusami, na uporządkowanie swoich planów wycieczkowych oraz naturalnie na podziwianie krajobrazów za oknem. Warto wybrać właśnie tą formę przemieszczania się po kraju, dostarcza ona niezapomnianych wrażeń i pozwala na poznanie prawdziwych Indii.

Do następnego razu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz