niedziela, 3 lipca 2016

Ha Long Bay - Smocza Zatoka

Hej

Polacy odpadli z Euro, sam turniej zbliża się ku końcowi więc znowu jest czas na pisanie. Bynajmniej nie próżnowaliśmy w tak zwanym "międzyczasie" i poczyniliśmy pierwsze przymiarki do kolejnego wyjazdu. Zanim jednak na dobre wskoczymy w temat następnej podróży wypadałoby dokończyć historię poprzedniej, w której to zatrzymaliśmy się na północy Wietnamu u wybrzeży Smoczej Zatoki - Ha Long Bay. Wsiadamy na statek i płyniemy!

czwartek, 2 czerwca 2016

Bia Hoi w Hanoi, czyli witamy w Wietnamie!

Witajcie!

weekendy majowe mamy już za sobą, czas staraliśmy się spędzić jak zwykle aktywnie, o czym pewnie również napiszemy bo i lokalnych atrakcji poznaliśmy sporo. Na razie jednak wracamy ponownie do naszej azjatyckiej podróży, gdzie o ile nas pamięć nie myli, pożegnaliśmy się z sielankowym Laosem. Na pokładzie Laotanian Airlines z Vang Wieng wylecieliśmy na spotkanie rasowego tygrysa azjatyckiego, niezłomnego, dumnego i w pełni komunistycznego Wietnamu. Wylądowaliśmy w Hanoi.



poniedziałek, 16 maja 2016

Laos od kuchni

Hej,

powoli żegnamy się z sielankowym Laosem, bez wątpienia wspomnimy o nim jeszcze pisząc kolejne notki. Zgodnie z obietnicą na koniec napiszemy co nieco o laotańskiej kuchni, a także o cenach i walucie.



poniedziałek, 9 maja 2016

Luang Prabang - dwie twarze Laosu.

Hej,

w poprzednim wpisie przedstawiliśmy największy skarb laotańskiego państwa - niepowtarzalny spokój i niekończące się piękno przyrody. Jednak zdecydowana większość Azjatów odwiedza ten kraj z powodów zupełnie odmiennych, aniżeli zachodni turyści. Laos, a w szczególności miejscowość Luang Prabang, stanowią jeden z najjaśniejszych punktów na religijnej mapie buddyzmu. Zapraszamy do zapoznania się z krótką relacją z Królewskiego Miasta Delikatnego Obrazu Buddy!



niedziela, 1 maja 2016

Posłuchajmy jak rośnie ryż - Laos

Witajcie,

dzisiaj wykonamy delikatny skok w chronologii naszej opowieści, a mianowicie ze stolicy Tajlandii, przeskoczymy bezpośrednio na jej północno-wschodnią granicę - do Laosu, kraju miliona słoni pod białym parasolem, oazy spokoju, ciszy i sielanki.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Czas najwyższy na Bangkok.

Cześć Wszystkim,

do napisania notki zabieraliśmy się dziesiątki razy, za każdym razem nie mogąc jej dokończyć. Zawsze było z nią coś nie tak, nie miała swoistego klimatu, a słowa jakoś nie chciały same przychodzić do głowy. Mogłoby się wydawać, iż po odwiedzeniu Tajlandii, Laosu, Kambodży oraz Wietnamu taka sytuacja po prostu nie może się zdarzyć. A jednak może. Nie chodzi tu o brak opowieści, przeżyć czy niezapomnianych wrażeń, problem nie leżał również w tym iż miejsca przez nas odwiedzone były nieciekawe. Po kilku kolejnych seriach przemyśleń tematu od prawej do lewej i na odwrót, doszliśmy do wniosku, iż chcieliśmy podejść do tematu Azji Południowo-Wschodniej w sposób identyczny jak do naszej wyprawy po Indiach, co u samej podstawy jest bezsensowne. Po pierwsze nasz ostatni wyjazd był raczej turystycznym sprintem po czterech państwach, po drugie był to wyjazd zorganizowany (tramping) i nie było w nim miejsca na odstępstwa od planu, a po trzecie (co łączy się z punktem pierwszym) jeżeli planuje się przejechać kilka tysięcy kilometrów w 25 dni, to nie ma fizycznych możliwości na wgryzienie się w tkankę danego miejsca, jak to miało miejsce w Waranasi chociażby. Wnioski te prowadzą do prostej konkluzji. O Azji Południowo-Wschodniej należy napisać inaczej, w sposób bardziej informacyjny, opisowy z mniejszą dawką filozoficznej analizy społeczeństwa / kultury aby nie wyciągnąć pochopnych wniosków. Do Bangkoku polecieć może każdy, wystarczy podskoczyć na Okęcie, a stamtąd już gdzie dusza zapragnie. Laos? Kambodża? Birma? Nic bardziej prostego. Postaramy się przekazać swoje wrażenia, niekoniecznie w porządku chronologicznym, bo mimo iż państwa te leżą tak blisko siebie, to jedno do drugiego jest prawie wcale niepodobne. Miłej lektury!